Majówka po słowacku, czyli od Bojnic po górę Zobor

Zobor
Tegoroczną majówkę, wzorem kilku poprzednich lat, zamierzamy spędzić w słowackich górach. Tym razem pada na mało znane pasma na samym południu. To tam, gdzie góry się już kończą i zaczyna płaska jak stół Nizina Naddunajska.

 

Na początek – zamkowo, czyli Bojnice

 

Naszą bazą startową w góry TrybeczHroński Inowiec jest Nitra, jedno z większych miast kraju. To stąd zamierzamy ruszyć na nieodległy szczyt Zobor, który będzie początkiem naszej słowackiej plecakowej majówki.

Zobor

A po drodze jest zielono i majowo

Zanim tam jednak dotrzemy, czeka nas przeprawa przez Słowację. Majówka już w toku, wyruszamy w jej połowie, więc nie spodziewamy się żadnych problemów na drodze. Poza pojedynczym staniem w korkach wszystko przebiega rzeczywiście gładko i wczesnym popołudniem lądujemy w Bojnicach. W ramach przerwy w podróży decyduję się na zwiedzanie tutejszego zamku.

Bojnice

Akurat kupuję bilet w kasie (8 euro), gdy za mymi plecami staje przewodniczka. Idealna synchronizacja! Na dziedzińcu czeka  grupka zwiedzających i gdy już mam zamiar zmienić ISO w aparacie, by nastawić się na fotografowanie wnętrz, pani oprowadzająca informuje, że w środku zdjęcia mogą robić tylko ci, którzy wykupili pozwolenie. No fakt! W całym tym pośpiechu zapomniałam, że jesteśmy na Słowacji i w tym kraju trzeba za takie rzeczy dodatkowo płacić. Potem patrzę na cenę pozwolenia – 2 euro. Niedużo, spodziewałam się, jak to zwykle tu bywa, wyższej kwoty.

Bojnice

Zdjęć ze środka zatem nie będzie, ale w sumie dobrze się złożyło. Zwiedzanie bojnickiego zamku jest bowiem dość szybkie i zanim zdążę pobieżnie zerknąć na ulotkę w języku polskim, która prezentuje opis poszczególnych pomieszczeń (próbując jednocześnie zrozumieć, co mówi przewodniczka), zanim zdążę różne przedmioty odnaleźć w przestrzeni licznych komnat, pani oprowadzająca już przechodzi dalej. Hitem była wąska i długa sala, w której znalazłam się na końcu grupy, przy drzwiach wejściowych. Po krótkim wyjaśnieniu, co tu możemy zobaczyć, przewodniczka wyłączyła światło i przeszła do następnej komnaty, a my w półmroku za nią.  Gdzie by tu jeszcze czas na robienie zdjęć się znalazł?

Kamienny zamek na miejscu wcześniejszego grodziska stał tu już w XIII wieku. Wielokrotnie przechodził z rąk do rąk, należał, między innymi, do rodu Turzonów, a od XVII wieku do Pálffych. Ostatni właściciel, Jan Franciszek Pálffy, dokonał przebudowy zamku w stylu neogotyckim. Jako miłośnik sztuki i kolekcjoner zgromadził wiele cennych dzieł, z których część, po jego bezdzietnej śmierci, rozprzedano. W środku jest wiele tematycznych sal, m.in. turecka, niebieska czy złota. Zwiedza się też kaplicę ze stiukowymi zdobieniami.

Bojnice

Legenda mówi, że podczas jednej ze swych licznych podróży na Zachód, Jan Franciszek zakochał się we francuskiej arystokratce. Chcąc, by ukochana mieszkała w zamku na miarę tych znad Loary, zarządził przebudowę posiadłości w Bojnicach. Ta jednak trwała zbyt długo i jego wybranka nie czekała – poślubiła innego. Wtedy to ponoć nieszczęśliwy Pálffy kazał umieścić na jednej z wież zamku koronę cierniową, która jest tam po dziś dzień. Nigdy też się nie ożenił.

Bojnice

Na wieży po prawej do dziś można zobaczyć koronę cierniową

Przed II wojną światową zamek kupił Jan Baťa ze słynnej firmy obuwniczej. Po konfiskacie zamku za czasów komunizmu przekształcono go w latach 50. w muzeum. Tego zresztą życzył sobie sam Jan Franciszek Pálffy.

Zwiedzanie kończy się w krypcie, gdzie spoczywa ostatni właściciel oraz w znajdującej się pod zamkiem jaskini. Natomiast przed jego wejściem rośnie 700-letnia lipa króla Macieja, a całość otacza przyjemny park i najstarsze na Słowacji zoo.

Bojnice

Widok z zamkowego okna. W końcu nie fotografuję wnętrz, prawda?

Bojnice to nie tylko zamek, ale i stare miasto z górującym nad nim kościołem oraz znane uzdrowisko. Powyżej niego zresztą parkujemy, przy lesie, gdzie zaczyna się ścieżka na kalwarię. Potem ruszamy dalej, w stronę Nitry mijając po drodze ruiny Oponickiego hradu i kościółek na skale w Dražovcach.

Zobor

Kościółek Drazovce

Kościółek w Dražovcach zza szyb auta

 

A na koniec – górsko, czyli Zobor

 

W Nitrze zostawiamy samochód na bezpłatnym parkingu u podnóży zamku. Poczeka tu na nas te kilka dni, które spędzimy w górach. Stąd dzieli nas tylko 10 minut marszu do głównego ronda Nitry, gdzie swój początek bierze znakowana na czerwono Ponitranska magistrála. Biegnie przez Trybecz aż do miejscowości Veľké Pole, by tam wejść w masyw Ptacznika i po ponad 106 kilometrach zakończyć się w Handlovej. Wbrew pozorom trzymać się jej będziemy rzadko.

Zobor

Dziś tam zamierzamy się znaleźć. Pyramída i góra Zobor

Jednak początek należy do niej. Przez zabudowania miejscowości Zobor stromo podchodzimy pod las mijając liczne przydomowe hodowle winorośli. Jest też i winiarnia przy źródełku Buganka, jak na winiarski region przystało. Ponoć najstarsze informacje o winiarstwie na Słowacji łączą się właśnie z okolicami Nitry.

Zobor

Widok na Nitrę. Na wprost zamek, po lewej żółte wieże kościoła Pijarów z przylegającym doń klasztorem, na ich tle zielona wieża kościoła Wincentek

Zobor

Pan Doniczka

Po dotarciu ponad ostatnie zabudowania porzucamy po raz pierwszy (i nie ostatni) Ponitranską magistrálę i niebieskim szlakiem wspinamy się na widokowy szczyt góry Zobor – Pyramídę. Widok wierzchołka z charakterystycznym nadajnikiem telewizyjnym na szczycie towarzyszy nam od momentu przyjazdu do Nitry.

Zobor

Wzdłuż upraw winorośli zmierzamy w stronę gór

Zobor

Wieczorne podejście przez las jest świetne – nie dość, że na liściach ładnie gra żółtawe, popołudniowe słońce, to jeszcze wszystko kwitnie i oszałamiająco pachnie. Jest ciepło, cieplej niż u nas, a wiosna w pełni! Gdyby tylko plecaki były nieco lżejsze…

Zobor

Zobor

Zobor

Zobor

Zobor

Bujna wiosenna zieleń

Widoki ze szczytu są rozległe i obejmują ciągnącą się aż po horyzont Nizinę Naddunajską z żółcącymi się polami rzepaku. Widać stąd dobrze Nitrę, którą zamierzam odwiedzić po powrocie z gór. Choć to szóste co do wielkości miasto Słowacji, wcale nie wygląda na duże.

Zobor

Zobor

Nitra nad Nitrą

Na Pyramídę prowadziła kiedyś kolejka, obecnie zdewastowana. Poza nadajnikiem znajduje się tu jeszcze zrujnowany węgierski pomnik milenijny z 1896 r., zniszczony przez Słowaków w 1921 roku.

Zobor

Pomnik milenijny niknie gdzieś na tle potężnego nadajnika

Zobor

Na zachodnich stokach góry Zobor są inne ciekawe miejsca, do których tym razem niestety nie dotrzemy. W przeszłości znajdował się tam klasztor świętego Hipolita, w którym przebywał pierwszy polski święty, związany z Tropiem nad Dunajcem Andrzej Świerad (słow. Svorad), nauczyciel kolejnego świętego męczennika, Bernarda. Relikwie obu znajdują się w katedrze św. Emmerama w Nitrze. W górach można natomiast zobaczyć źródło i jaskinię Svorada oraz rezerwat przyrody Zoborská lesostep.

Zobor

Pyramída widziana z najwyższego wierzchołka góry Zobor

Z Pyramídy schodzimy szybko na przełęcz, gdzie znów spotykamy czerwone znaki Ponitrzańskiej Magistrali. Razem z nimi zdobywamy wyższy, właściwy wierzchołek góry Zobor (586,9 m n.p.m), z którego widoki są niestety ograniczone. Na wierzchołku są za to pozostałości wielkomorawskiego grodziska.

Zobor

Zobor

Właściwy, najwyższy wierzchołek góry Zobor

Zobor

Zobor

Zbliża się wieczór, jest coraz ciemniej, czas więc pomyśleć o miejscówce na noc. Trawersując stoki góry Haranc schodzimy do sedla pod Žibricou, w pobliżu którego rozbijamy się przy leśnej chatce. Majówkowa plecakowa wyrypa rozpoczęta, a jutro hop! Na najwyższy szczyt!

Dodaj komentarz

2 komentarzy do "Majówka po słowacku, czyli od Bojnic po górę Zobor"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Pudelek
Gość

To faktycznie mniej znane górki!

Co do Bojnic to ja mam mieszane uczucia, bowiem wnętrza wyglądają dość sztucznie z tymi tematycznie ułożonymi salami. Widać, że nikt w nich nie mieszkał, to tylko wystawa. Dodatkowo przewodniczka biegła dość szybko i w kilku miejscach ciągnąć się z tyłu miałem zderzenie z kolejną grupą i natarczywym opiekunem… Tempo, tempo itp.